• Blog
    • Biblioteka
  • Trochę historii
    • Dwór w literaturze
  • Ziemiański styl
    • Zwykli ziemianie
    • Dzieciństwo i młodość
    • Życie codzienne .... >
      • ....i niecodzienne
      • Romanse, plotki i skandale
    • Savoir vivre
    • Tradycje w majątku ziemskim
  • We dworze
    • Rok w życiu pani na dworze
    • Spiżarnia >
      • Trunki
    • Kuchnia
    • Ogród >
      • Kwiaty i rabaty
    • Wnętrza i sprzęty
  • Majątek ziemski
    • Cztery pory roku w majątku ziemskim
    • Konie, psy i .....
    • Ptactwo różne
    • O lasach >
      • O zwiarzętach dzikich
      • O polowaniach
    • O polach i łąkach
    • O sadach
  • Wojaże
    • Rzemiennym dyszlem
    • Podróże dalekie

ziemiańskie klimaty

 

Święta - Kalendarz zwyczajowy  w/g Antoniego Zaleskiego cd

12/24/2016

0 Comments

 
PictureKartka świąteczna z 1933r (za pośr Polona)
Z dniem   pierwszym świąt  Bożego Narodzenia, po kościołach wystawiano na bocznych ołtarzach Jasełka czyli Betleem w których przedstawiano wnętrze ubogiej stajenki, a w niej w kołysce w kształcie żłobu spoczywającego narodzonego Zbawiciela, przy nim stała Boga-Rodzica, i Św. Józef i otoczony gronem pasterzy, wraz z wołem i osłem. Dalej ukazywał się wspaniały orszak Trzech Króli przybywających za przewodnią gwiazdą do Betleem, dla złożenia hołdów Jezusowi. Długa to była karawana, z koni i wielbłądów bogato przybranych, i licznej
służby, a pomiędzy niemi Murzynów. Nieraz wszystkie te postacie, były ruchome, i wolno przeciągały, przed oczyma tłumnie zebranej, a ciekawej gawiedzi. Jasełka te, były zabytkiem owych starożytnych widowisk dramatycznych, misteryów, które się pojawiły w XII już wieku. Wówczas tym sposobem przedstawiano Tajemnice wiary świętej, aby mocniej one wrazić w pamięć ludowi prostemu, który tego co nie podpada pod jego zmysły, łatwo pojąc nie może.
Na drugi dzień kościół nasz obchodzi uroczystość Sw. Szczepana, i równocześnie odbywa poświęcenie owsa i wina. Lud nasz po wielu okolicach ziarnem owsa sypał na kapłana, jakoby na pamiątkę, że święty Szczepan ukamienowany został. Po wsiach, szczególniej u parobków, dzień tego świętego, był ważnym okresem w ich życiu, albowiem przed świętami Bożeg Narodzenia dziękowali za slużbę czy to we dworze czv u gospodarzy, i kilka dni, to jest do Nowego Roku, byli zupełnie swobodni i niepodlegli, nikomu nie służąc. Dlatego to na Mazowszu, powstało dobitnie te swobodę malujące przysłowie parobkowe: „Na świety Scepon—każdy se pon." To jest,  że   na święty Szczepan,   każdy jest sobie pan.

Świecenie wina, w dzień Św. Jana Apostoła Ewangelisty, przypadający równocześnie, powstało dla zachowania pamiątki, jak podanie kościelne mówi, że Sw. Janowi podana była trucizna w winie, które przeżegnawszy wypił, bez szkody dla zdrowia swego. Dlatego kapłan przy świeceniu wina, prosi Boga, aby ten napój na duszy i ciele, nie szkodził tym, którzy go używać będą.

Od święta Bożego Narodzenia poczyna się Kolenda. Wyraz ten oznacza wszelkie podarunki i upominki, jakie gospodarze czeladzi, rodzice dzieciom, sąsiedzi sąsiadom w tym czasie dawali. Zajmowała też u nas kolenda plebanów, którzy podług rozporządzenia soboru Piotrkowskiego z 1628 roku, odwiedzać wszystkie domy swych parafian, obeznawać się z nimi, spisywać ludność, badać o naukę chrześcijańską powinni byli. Zwyczaj ten był bardzo pożyteczny, dopóki go nadużycie nie skaziło. Pleban, gdy miał przybyć z kolendą do wioski, organista
w przeddzień uwiadamiał o tern mieszkańców, obchodząc wies całą z dzwonkiem. Ksiądz ubrany w szaty kościelne, dzwonkiem też ogłaszał swoje przybycie do każdego domu, i stanąwszy przed drzwiami izby, zaczynał pieśń kolendową z organistą i żakami, których brał z sobą; kończył ją wchodząc do izby, poczem dawał krzyż do pocałowania mieszkańcom, i na przygotowanym stole go stawiał. Po przemowie krótkiej, u domowników o katechizm się pytał, a poczęstowany i obdarzony, do drugiego domu odchodził. Dwory, okazalej przyjmowały kołendująeych plebanów, i nieraz przybycie kapłana z pieśnią radosną o narodzeniu Zbawiciela, dawało w domu szlacheckim powód do uczty.

Od Wigilii Bożego Narodzenia, było zwyczajem powszechnym, który się jeszcze po wielu okolicach naszego kraju dochował, że doroślejsi chłopcy przebrawszy jednego ze swego grona, za niedźwiedzia, tura. kozę lub żórawia, obchodzili od domu do domu, pokazywali to dziwne zwierzę i odpowiednie pieśni chórem zawodzili. (...) Pomiędzy ludem, odważniejsi, starali się
podebrać z gniazda leśnego młode wilczęta, i z niemi obiegając chaty wiejskie, zbierali podarki kolendowe, z których potem wspólna sobie ucztę wyprawiali. Jeżeli polów zuchwały na wilczki nie udał się, przybierali jednego w wilczę skórę, który udawał tak groźne dla trzód wiejskich zwierze, otrzymując upominki za to widowisko.

Po wielu dworach długo zachowywano obyczaj, że w czasie wieczornej wigilii, stół łańcuchem opasywano, ażeby go sio chleb zawsze trzymał, a żelazo plużne pod stół kładziono, aby krety niepsowały roli. Ponieważ wszystkie stoły w te chwile zasłane są sianem, przy końcu wieczerzy, panny i kawalerowie wyciągali z pod obrusa po odrobinie siana, co bywało przepowiednią ich przyszłej doli. Jeżeli panna wyciągnęła siano zielone, pewną była, że w następne zapusty przywdzieje czepiec, jeźli zas dostało się jej siano zwiędłe, musi jeszcze czekać na męża, a jeźli wyciągnęła siano zeschłe, żółte, była to okropna wróżba, że umrze starą panną. Teraz postał ten obyczaj, że pomiędzy siano, pod każdem nakryciem kładą lalki, pieniądze, chleb, i pierniki z rozmaitermi wyobrażeniami, które każdy wyciągając po wieczerzy, otrzymuje przepowiednię, że się w następny rok albo zakocha, albo ożeni, albo że będzie miał chleba lub pieniędzy poddostatkiem.

Dziewczęta wiejskie, zaraz po wieczerzy, robią doświadczenie, dla pewności, która najpierwej pójdzie za mąż w zapusty, albo w jesieni następnego roku. Każda robi gałkę z pakuł lnianych, lekką i małą, i razem zebrane, zapalają je współcześnie i rzucają w komin; której dziewoi gałka najpierwej porwana pędem powietrza, uleci w górę, ta najprędzej za mąż pójdzie.
Święta Bożego Narodzenia, u ludu naszego i w starym języku noszą nazwę: Gód.
Dla myśliwca dobre w Grudniu bywa pole do łowów na lisy przed psami, gdyż w tej porze najlepsze mają futro. Od Nowego Roku bowiem, rodzinne swe opuszczają miejsca, a idą po nad rzeki w równiny, gdzie gęsta wiklina. Najlepsze też i na zające pole, bo o tej dobie sarnie i zajęcze cąbry najtężej nabite, smaczną dają nam zwierzynę.
Od świąt Bożego N arodzenia, w następnym tygodniu przed Nowym Rokiem, po dworach wiejskich układano huczne kuliki i robiono wcześnie do nich przygotowania. Zapusty bowiem już się zaczynały, a gdy sanna ubita, kulik radosny przebiegał od dworu do dworu, ze dzwonkami, wesołym okrzykiem. i pieśniami, którym wtórowała dziarska kapela.
I otwierały się na sciężaj wrota gościnne, ażeby serdecznie chlebem i solą a z dobrą wolą, podejmować upragnioną drużynę!



0 Comments

Wigilia - Kalendarz zwyczajowy  w/g Antoniego Zaleskiego cd

12/23/2016

0 Comments

 
PictureKartka świąteczna (za pośr. Polona)
Dnia 22 przesilenie dnia z nocą zimowe. We dwa dni później jest Wigilia, czyli przeddzień Bożego Narodzenia, w całym świecie ehrześciańskim uroczyście i z biesiadą postną obchodzony. Święto takowe w dawnych wiekach trwało aż do Trzech Króli, czego teraz pamiątka w nabożeństwach kościelnych i pacierzach kapłańskich tylko się zachowuje. Śpiewy kościelne są radością napełnione, z powodu narodzin Zbawiciela Świata; ztąd, gdy W piątek uroczystość ta przypada, kościół wiernych od postu uwalnia. W obchodzie tych świąt widzimy, że kapłani po trzy msze odprawują, a zwyczaj ten wziął początek w pierwszych wiekach chrześciaństwa. Podczas bowiem srogiego prześladowania, kapłani, przechodząc potajemnie z jednego miejsca na drugie, z koniecznej potrzeby, po kilka razy na dzień w różnych porach, najczęściej w nocy, dla wiernych Eucharystyą poświęcać, czyli mszę świętą odprawiać musieli.
W niektórych kościołach, osobliwie po miastach, w dzień Bożego Narodzenia, o północy, zaraz po jutrzni odprawuje się msza święta na pamiątkę, że w tej porze Jezus Chrystus, podług kościelnego podania w Betleem się narodził. Mszę tę pospolicie zowią Pasterską, że lud zebrany, na wzór pierwszych pasterzy, wznosi radosne pieśni i zarazem naśladuje świergot ptastwa. Nie tak dawne czasy, kiedy z kościołów Warszawskich usunięto ten zwyczaj, z zachowaniem tylko kościelnych obrzędów.
Rozsyłanie opłatków bierze początek w pierwszych wiekach chrześciaństwa; zbierający się bowiem wierni na mszę świętą, przynosili z sobą chleb służący do tego obrzędu, z którego kapłan brał tylko tyle, ile do konsekracyi potrzeba było. Resztę zaś, jaka z niego zostawała, pobłogosławiwszy, rozdawał przytomnym w kościele, osobliwie tym, którzy w czasie mszy do Kommunii Świętej nie przystępowali. Prócz tego, chleby te poświęcone biskupi i kapłani wiernym do ich domów, jako duchowne podarki rozsyłali, na znak jedności braterskiej, miłości wzajemnej i duchownego ich połączenia. Przy 1601 rozsyłaniu pisywali często listy z wynurzeniem im życzeń i składając zarazem powinszowania. W tym to duchu i dzisiejsi pasterze opłatki czyli kolendę rozsyłają.
Czas właściwy do rozpoczęcia Wigilii czyli po całodziennym poście uczty wieczornej, jest dopiero gdy na niebiosach pierwsza sie gwiazdka ukaże. Wiele zwyczajów, dawniej skrupulatnie zachowywanych już zniknęło bez śladu, i z tego powodu podamy w szczegółach, jak obchodzono u nas przed wiekami Wigilię Bożego Narodzenia. Izba jadalna słomą, a stół do jedzenia sianem zawsze był zasłany, dla pamiątki, że Chrystus narodzony, na słomie był złożony. W rogach izby stawiano snopy ze zbożem i słomą prostą, z których brano po zdźble jednem i rzucano do góry, a z utkwionych po za belkami sufitowemi, różne czyniono wróżby. Kiedy gospodarz z takiego snopa biorąc kłosy w rękę, więcej ich znalazł próżnych niż pełnych, wówczas przepowiadał nieurodzaj w następne lato.
Skoro ujrzano pierwszą gwiazdkę jaśniejącą, na niebie, gospodarz z małżonką, otoczony gronem rodziny i domowników , przede wszystkiem łamał sięz każdym opłatkiem , życząc: Dosiego roku. Dawna tradycya podaje, że Dosia owa czyli Dorota, żyć miała sto lat w czerstwości, zdrowiu i sile, i dlatego jej imie, stało się hasłem tych życzeń wzajemnych.
Zdaje się wszelako,   że wyrażenie to starodawne, obejmuje tylko powinszowanie doczekania następnego roku. Potrawy jakie zwykle wedle dawnego a przyjętego powszechnie zwyczaju na stolach zastawiano, były: polewka z piwa, lub z migdałów, szczupak z chrzanem i po żydowsku, karp na szaro, okonie smażone z surową kapustą, kluski z makiem, owoce starannie przechowywane w świeżości, i suszone gotowane , a nad Dniestrem i Prutem , pierwsze miejsce zajmowała i zajmuje Kutya. Jest to pszenica gotowana do przepęknienia ziarn i zmięknienia, zaprawiona miodem i makiem. Do obchodu Wigilii należy strucla, czyli kołacz pszenny podługowaty, na końcach palczasty, przez środek plecionką z ciasta obłożony i posypany hojnie czarnuszką.
W Krakowie, w Warszawie i innych większych miastach, strucle wypiekano tak wielkie, że je na saniach ciągniono.   Piekarze wysadzali się na tego rodzaju pieczywo, które w darze składali dworom wielkich panów.  U ludu naszego kołacze po zamożniejszych chatach, od Wigilii do Trzech Króli, zastępują miejsce zwyczajnego chleba żytniego.   Jak strucle od niemieckiego rodu mieszkańców miast naszych poszły w zwyczaj powszechny,   tak też  po Wigilii skończonej, odwiedzanie każdego niemal domu przez Heilige Christ czyli starca sędziwego z brodą białą i maską na twarzy,   który zasiada przy zastawionej gałęzi sosnowej, czyli choince, gęsto świeczkami woskowemi oświeconej.   Tu, podobnie jak dawny święty Mikołaj, zebranych   domowników pozdrowiwszy, pyta się o sprawowanie stojącej z przestrachem dziatwy,   słucha ich pacierza, i modlitew, i obdarza gościńcami,   wcześniej przygotowanemi na stole pod illuminowaną choinką.



0 Comments

Polowanie bożonarodzeniowe

12/18/2016

0 Comments

 
PictureJózef Chełmoński 'Zjazd na polowanie' za pośr wikicommons
[Wola Pękoszewska,] 19 stycznia 1880
A było to w dzień Wilii 1879. Opowiadanie moje zacznę od godziny 9 1/2 rano, opis wschodu słońca i tym podobnych perypecji zostawiając na potem. Otóż tedy pan Adam (było to w sam dzień jego imienin) przyjechał z rana na polowanie, chcąc w dzień Wilii szczęścia spróbować Para koni w sankach czekała przed domem. Kaszel mój obudził pewne wątpliwości co do mego udziału W łowach, ale proto-medyk-golibroda pozwolił mi na takowe się udać i zapewnieniem o pomyślności mego zdrowostanu gordyjski węzeł niepewności przeciął. Wsiedliśmy tedy do sanek: pan Adam, wuj Mieczysław, Walunio, Niunio i ja i podążyliśmy w stronę nowińskiego lasu.
Mgła była - jechaliśmy pod bliską osłoną jej skrzydeł, aż się z niej nagle zaczął wyłaniać czarny las sosnowy. Rzekłbyś, że przypływamy do skalistych brzegów Szkocji, po której chodzą szarawe tumany mgły i chwiejne obłoki. Pole śniegowe było niby morzem, co powolnie, wiecznie ogromnymi jęzorami liże granitowe skały. Równe wzrostem wysokie drzewa lasu stanowiły niewyniosły stromy brzeg, co się przez wieki kruszył, tracił szczyty, staczające się w dno pożerczego morza, i teraz niskim, twardym, czarnym stoi murem.
Niby do groty zalanej morzem, do groty Fingala np., wjechaliśmy do lasu. Tam-pod- sosną, na której wisi obrazek Matki Boskiej, zastaliśmy Tuszyńskiego i starego Sałojczyka na jednokonnych saneczkach. Po nabiciu broni rozstawiliśmy się po nowińskiej drodze, naganka zaszła od drożyny wiodącej do Huty Partackiej. Sałojczyk, który był moim nieodstępnym towarzyszem przez całe polowanie, stał po prawej stronie ode mnie, pan Adam po lewej. Cicho było zupełnie, czasem tylko trzasnęła gałązka i śnieg spadał z sosny na ziemię. Wybrałem sobie w arsenale starą, z napoleońskich czasów pojedynkę, niby karabinek, odpowiadający memu ideałowi Horeszkowskiej jednorurki. Oczekiwałem niedźwiedzia, ale go nie było w mateczniku. Trzy strzały padły, a kiedyśmy po skończeniu naganki dobiegli z Sałojczykiem do sani, układano w nie dwa szaraki, których farba zaczerwieniła śnieg. (...)
Wypogadzało się, mróz brał. Zza przezroczystej gazy obłoków wyglądało rozkoszne tło nieba, z promienistą złotą kulą słońca. Stanęliśmy na tak zwanej niegdyś „zielonej drodze", prowadzącej z ciegielni do Nowin. Dziś biała była, ale nie mniej ładna ta ulubiona pana Lagowskiego drożyna.
Śnieg się zaczynał iskrzeć, niebo się przecierało. Postawiono mię na granicy lasu i pola, „przy smolarnym dole". Nadziei zwierzny nie było, ale widok prześliczny. (...) Krzyki naganki ozwały się od strony lasu, myśmy się uszykowali na linii przecinającej zagajnik i będącej przedłużeniem granicy właściwego nowińskiego lasu. Przy tym to lesie stałem, w pobliżu starych, pochylonych słupów, co niegdyś nosiły tablice z numerem leśnego rewiru. Słońce patrzało mi w oczy i olśniewało zupełnie, oświecając grubą warstwę okiści na gałązkach zawieszonej. Wtem Sałojczyk wrzasnął z prawej strony: „Panie Konstanty!" Spojrzałem, aliści szarak przebiega linię i leci jak szalony do mnie, „wygarnąłem do niego", jak mówią starzy łgarze, o jakie dziesięć kroków i o hańbo, o zgrozo! poszedł dalej w krzaki. Przetarłem oczy, ale zająca nie było. (...)
I znów naganek parę nastąpiło. Oprócz wstydu, który mię mordował, czułem oznaki zabójczego głodu. Zapewniano nas wprawdzie przy wyjeździe, że panna Luiza z Melunią przywiozą nam śniadanie, ale wiwandierek naszych nie było. Raz coś podobnego do ich wołania odbiło się o nasze uszy, odpowiedzieliśmy im na to dźwiękiem rogu. Głos poszedł w las i zaginął. Pojechaliśmy dalej. Naganka szła od pól Wólki Jeruzalskiej. Piaszczyste przestrzenie porosłe tylko karłowatą sosną, samorodną, bo właścicielom nie przyszło na myśl zasadzić tam lasu, wyglądały w zimowym stroju tak pięknie i uroczo, jak nudnymi i smutnymi są w lecie. Stałem na granicy lasu, w kępie choinek. Schroniłem się pod baldachim gałązek osypanych cukrem lśniącego śniegu. Pole przede mną leżało wielkie, białe, nie poorane nogą ludzi lub koni, ledwo dotknięte pałeczkowatymi łapkami zająca.
Nade mną niebo przechodzące w szafir, przy mnie zielone gałęzie z białą i złotą ozdobą śniegu, lodu, okiści. Dokoła śnieg miękki i najcudowniejsza gra dwóch kolorów. Gdzie słońce na futerku angory miękkim, jedwabistym - zloty proszek i najpiękniejsze diamenty. Gdzie nie dobiegły promienie - siny, ciemny, błękitnawy cień.
Zając wyszedł, usiadł w takim cieniu i pobiegł dalej z wolna, wyrzucając swawolnie tylnymi nogami. Drugi sunął po ziemi szybko i tulił się do pola, jakby się spodziewał, że przejdzie nie postrzeżony, jakby nie śmiał podnieść wzroku, aby nie zobaczyć strzelca. Palnąłem z jednorurki. O gdyby druga rura, pewnie by leżał, a tak poszedł. (...) Walunio zabral się z Niuniem, pojechali do domu, zupełnie łowów i krwi przelewu syci, a pierwszy z nich, niepomału kontent, że się nie zanudził i nie zmarzł.
Myśmy zostali z nadzieją zwierzyny i z głodem. Damom naszym ani się nie śniło widocznie o smutnym stanie zgłodniałych myśliwych, którzy je klęli na czym świat stoi. Stangret, co wiózł Niunia i Walunia, przyniósł nam wreszcie butelkę słodkiej wódki. O czymś więcej nie pomyślał. Musieliśmy poprzestać na czarce pomarańczówki (...)
Ostatnia naganka była za Pękoszewem. W środku wysokiego lasu jest miejsce krzakami, wikliną i brzózkami porosłe. Wśród tych zarośli zabłąkało się nasienie sosny lub żołądź dębowa i piękne z nich wyrosły już drzewka. Snieg i szron obciążyły gałęzie w tym gaiku i nadały mu kształty zbliżone do gęstego, nieprzebytego, dziewiczego lasu podzwrotnikowej okolicy. Za tło do tego ładnego widoku służyły sosny lasu i brzozy wyniosłe, których najwyższe gałązki błyszczały barwą złota, pomarańczy, róż, pożyczoną od słońca w zachodzie. Ścieżka szła obok tego pięknego gaju, na ścieżce stanęli myśliwi. Niedaleko ode mnie na wzgórku obserwował gęstwinę Sałojczyk. Szlachetne -rysy twarzy i okazała postać starego wieśniaka odbijały od ciemnych pni boru. Sałojczyk zabił zająca i słońce zagasło za lasem, szczyty brzóz zbielały, posiniały, zstępował na ziemię wieczór. Ruszyliśmy do domu wioząc trzynaście zajęcy.
Konstanty M.Górski, Józef Weysenhoff "Z młodych lat. Listy i wspomnienia."

0 Comments

Przyjęcie państwa młodych

12/11/2016

0 Comments

 
Pictureedytowana rycina z moda z ok 1900 roku ze zbiorów Metropolitan Museum
"(...) W Białym Dworze był ruch ogromny. Oczekiwano przybycia państwa młodych, których spotykać miano uroczyście. Cała ludność Białego Dworu brała udział w tym przyjęciu. Była to feta na całym obszarze majątku. Więc naprzód na granicy czekała deputacja konnych chłopaków przy skleconej z zielonej wierzbiny bramie i gdy powóz nadjechał, zaczęto palić z pistoletów i ze starych strzelb i obrzucać jadących ziarnami zboża. Zatrzymano konie i jeden z chłopców, piętnastoletni wyrostek o lnianej czuprynie, wygłosił bardzo prędko i niewyraźnie rymowane powinszowanie. Po czym deputacja otoczyła powóz i ruszono dalej. U wjazdu do alei paliły się dwie beczki smolne i znowu sklecona była triumfalna brama i znowu gromada starych gospodarzy, kątników i ludzi dworskich składała życzenia. Po raz trzeci, u bramy wjazdowej, zatrzymano się i dziewczęta wiejskie podały młodej pani ogromny bukiet wczesnych, wiosennych kwiatów polnych — i znowu jedna z nich, śpiesząc się bardzo, wygłosiła wiersz długi cichym, monotonnym głosem.
Wreszcie na panku stali oficjaliści. Pisarz w tużurku, ekonomowie z folwarków, nadlcśny, lokaj i ogrodnik, a na ich czele Bartłomiejowa wystrojona, w nowej sukni, i Bartłomiej, trzymający tacę oplecioną kwiatami z chlebem i solą, i z pękiem kluczy.
(...) Na podwórzu folwarcznym stały naokoło stoły i ławki, a w środku była pusta przestrzeń, czysto wymieciona, przeznaczona do tańca. Na małym wzniesieniu, w głębi, siedzieli muzykanci. Dokoła kołysały się na sznurach lampki, które zaczynało zapalać kilku chłopaków. Na stołach wznosiły się stosami nakrajane porcje chleba, pierogów, kromki sera, kawałki kiełbas, obwarzanki i pierniki, a w olbrzymich naczyniach dymił rosół i pływały kawałki mięsa. Wódki nie miało być wcale na tej fecie, urządzonej z woli i z prywatnych funduszów Zosi, tylko piwo. Herbata zaś dla starszych, a dla młodszych woda z sokiem. Ale za to muzyka dobra, basetla, skrzypce, flet i bęben.
Gwar już panował ogromny. Tłum dziewcząt w jaskrawych, perkalowych sukniach i parobczaków, ubranych odświętnie, gromady starszych kobiet i gospodarzy w szarych, samodziałowych kurtkach, nawet dzieci cisnęły się około stołów, pożerając oczami zastawioną dla nich wieczerzę. (...)"

Emma Dmochowska "Dwór w Haliniszkach"



0 Comments

Grudzień -Kalendarz zwyczajowy  w/g Antoniego Zaleskiego

12/4/2016

0 Comments

 
Picture
Ostatni w roku, którym zamykamy też i nasz kalendarz zwyczajowy, wziął swoją nazwę od grudy, którą mróz na ziemi tworzy. Smutna to zwykle pora, często pochmurna, przeplatana to przenikającem zimnem, to śniegami, a nieraz i deszczem z poświstem wichury. W ciągu całego grudnia, jak wskazuje doświadczenie długich wieków, zaledwie starzy gospodarze liczą dziesięć dni pogodnych, w których słońce zabłyśnie i pocieszy naszą ziemię blaskiem promieni swoich.
W tym miesiącu przypada wielka uroczystość Bożego Narodzenia, a zaraz po niej, a raczej z nią otwiera się doba mięsopust, czyli zapusty, cudzoziemskim wyrazem karnawału oznaczone.
W pierwszych dniach grudnia Świętej Barbary, Nasi flisy i żeglarze szczególną jej czesc oddają, uważając ją jako swoją patronkę. Dawniej, przy budowaniu statków wodnych, jak: szkut, dubasów i większych galarów, wyrabiano na przodku statkowym jej wizerunek, i żaden z flisów ani orylów, bez obrazka S-tej Barbary nie puszczał się na wodę. W Hiszpanii gdy wprowadzono użycie ognistej broni, a później i w innych krajach, Święta Barbara za patronkę artylleryi poczytaną była. J ej obrazy, frontowe wystawy tak arsenałów, jak i prochowni zdobiły. Wzywano jej też opieki w czasie burzy, gdy pioruny zniszczeniem groziły. Powodem, że tę. męczenniczkę uważano za ochronicielkę od gromów, było: że ojciec jej Dyoskor, co ją użyciem dzikiej srogości od wiary chrześciańskiej chciał odwieść, sam od pioruna zabity został.
Od dnia tego zwykle się zima i sanna droga rozpoczynały, lubo często zwodna była ta nadzieja, gdyż nieraz po mroźnej Świętej Barbarze następowała odwilż w Boże Narodzenie. ·
W pierwszym tygodniu, 6 grudnia, Sw. Mikołaja biskupa, patrona gospodarzy wiejskich, odbierającego wielką, a dawną cześć po wszystkich ziemiach słowiańskich. Włościanie pierwiastki przychówków swoich nieść mu zwykli na ofiarę, i prosić, ażeby ich bydło strzegł od szkody. Niegdyś kościoły nasze pianiem kogutów, gęganiem gęsi, kwakaniem kaczek, bekiem cieląt i kwikiem prosiąt brzmiały, gdy i gospodynie wiejskie swoje ofiary na ołtarz wielki składały. Prócz tego był zwyczaj, że jeden z poważniejszego grona, przebrany za starca, obchodził domostwa. W każdćm wcześnie już zbierano drużynę dziatwy, która jakoby przed Świętym Mikołajem musiała odmawiać pacierz i modlitwy, czytać i pisać, jeżeli które umiało. Gdy dobrze poszedł egzamin, a do tego które z dzieci miało od rodziców pochwalę, że grzeczne i posłuszne, dostawało zabawki, albo ciastka czy pierniki, w przeciwnym razie straszone było rózgą, która, starzec miał z sobą.
Drugi tydzień rozpoczyna obchód Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W dawnych czasach dzień ten obchodzono w kraju naszym z wielką uroczystością. Był długo zwyczaj zachowywany, iż podczas mszy w kościele siedmioro chłopiąt biało przybranych występowało, niosąc gałązki brzozowe lub z innego drzewa, rosochate, a na każdej paliła się świeczka woskowa. Z temi stojąc przed ołtarzem, pieśni o Najświętszej Pannie, której wiersz pierwszy: '"Jako róża między kolącym głogiem", chórem odśpiewywali.
Do dnia S. Łucyi, przypadającego w polowie grudnia, przywiązanajest stara przypowiastka z powodu, że w tej dobie dzień naj krótszy: "Święto Łucyi, dzień kroci". Dawni gosjiodarze dzień ten pilnie uważali, rachując dwanaście idących po sobie w następstwie i podług ich pogody, deszczu, wiatru i wszelkich zmian powietrza, wróżyli sobie, że w roku przyszłym będzie takichże dwanaście miesięcy.



0 Comments
    Prowincja w kolorze sepii czyli o obywatelach ziemskich, ich dworach oraz okolicy we wspomnieniach, literaturze i czasopismach z epoki

    Ziemiańskie klimaty
    FACEBOOK

    Archives

    May 2020
    April 2020
    March 2020
    February 2020
    January 2020
    December 2019
    November 2019
    October 2019
    September 2019
    August 2019
    July 2019
    June 2019
    May 2019
    April 2019
    March 2019
    February 2019
    January 2019
    December 2018
    November 2018
    December 2017
    November 2017
    October 2017
    September 2017
    August 2017
    July 2017
    June 2017
    May 2017
    April 2017
    March 2017
    February 2017
    January 2017
    December 2016
    November 2016
    October 2016
    September 2016
    August 2016
    July 2016
    June 2016
    January 2016
    December 2015
    November 2015
    October 2015
    August 2015

    RSS Feed

    W kolażu na szczycie strony wykorzystano obrazy XIX wiecznych malarzy polskich;
    Wincentego Kasprzyckiego "Pałac w Natolinie", Wincentego Wodzinowskiego "Koncert domowy", Juliusza Kossaka "Scena z polowania w Radziejowicach", Franciszka Streit "Przerwa na posiłek"
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
Photos from Kurt:S, torbakhopper, gizmo-the-bandit