• Blog
    • Biblioteka
  • Trochę historii
    • Dwór w literaturze
  • Ziemiański styl
    • Zwykli ziemianie
    • Dzieciństwo i młodość
    • Życie codzienne .... >
      • ....i niecodzienne
      • Romanse, plotki i skandale
    • Savoir vivre
    • Tradycje w majątku ziemskim
  • We dworze
    • Rok w życiu pani na dworze
    • Spiżarnia >
      • Trunki
    • Kuchnia
    • Ogród >
      • Kwiaty i rabaty
    • Wnętrza i sprzęty
  • Majątek ziemski
    • Cztery pory roku w majątku ziemskim
    • Konie, psy i .....
    • Ptactwo różne
    • O lasach >
      • O zwiarzętach dzikich
      • O polowaniach
    • O polach i łąkach
    • O sadach
  • Wojaże
    • Rzemiennym dyszlem
    • Podróże dalekie

ziemiańskie klimaty

 

Styczeń w życiu pani na dworze

1/26/2017

0 Comments

 
Picture"Portret kobiety w białej sukni" Olga Boznańska (za pośr wikicommons)
"W miesiącu tym wszelkie zapasy spiżarni, apteczki i piwnicy są w całej pełni, całą więc gospodarczą czynnością pani domu jest używanie swej pracy przez przyjmowanie gości i licznie odwiedzających się wzajemnie znajomych. Miesiąc ten bowiem zwany karnawałem przeznaczony jest na odpoczynek i zabawy, w mieście na bale i wieczorne zebrania, na wsi na kuligi, wesela i t. p. W rodzinnem zaś kółku cały ten miesiąc schodzi na czytaniu lub projektach zabaw, przygotowaniach toalet wieczornych (...).
Suknie balowe lekkie powinny się szyć na prędce, to jest bardzo szybko w obszernym pokoju na dużych stołach lub deskach, tak aby nie uległy zniszczenia i świeżo były wykończone—nie radzę je szyć wieczorami, bo lekka tkanina łatwo od ognia zająć się może.
Smażenie pączków, faworków, robienie kremów, galaret, które w tym miesiącu naturalnie bez lodowni wybornie się udają, jest codzienną pracą w styczniu.
Wiejskie gospodynie, zajmują się przędzeniem czystego już lnu, konopi; dziewki folwarczne powinny drzeć pierze. W karmniku już w styczniu karmić stosownie do potrzeby większą lub mniejszą ilość wieprzaków młodych rocznych (bo ze starszych niesmaczne) na szynki wielkanocne, które to karmienie trwa trzy do czterech tygodni.
W tym miesiącu należy lodownię, lub kto tej nie ma głęboko kopane doły zaopatrywać w lód, nie spuszczając się na luty, który częstokroć bywa dżdżysty i bez mrozów,—można jednak zostawić to na później."

w/g „Kalendarza na rok 1876. Kolendy dla gospodyń przez autorkę 365 obiadów" Lucyny Ćwierciakiewiczowej



0 Comments

Dwór w Olszynce

1/15/2017

0 Comments

 
Picture'Sanie przed dworem' Józef Chełmoński
"W Olszynce, za olchowym gajem, od którego zapewne folwark ten wziął swe nazwanie, na łagodnej wyniosłości gruntu dom niewielki, drewniany, nieotynkowany, niby z kosza zieleni wychylał się ze starych, ogromnie rozrosłych bzów i z gęstego rzędu fasoli, która tuż przy ścianie posadzona gęste i teraz kwitnące swe sploty zarzucała na tyki sięgające prawie niskiego dachu. Z tyłu domu znajdował się spory sad owocowy, prostym częstokołem ogrodzony, bez dróg i upiększeń żadnych; z przodu, za małym, trawą i gdzieniegdzie chwastami porosłym dziedzińcem, po łagodnej spadzistości spływały aż ku olchowemu gajowi duże i urodzajne ogrody warzywne. Gaj był świeży, czysty, z grubymi i cienkimi drzewami rzadko rozstawionymi na wilgotnej i gładkiej murawie. Za rzadko rozstawionymi i gładkimi pniami przebłyskiwał w płaskich brzegach płynący tu Niemen i ukazywało się gdzieniegdzie przeciwległe wybrzeże, okryte, jak okiem sięgnąć, gładkim, wilgotnym pastwiskiem. Gdzieniegdzie, niby drobne obrazki w zielonych ramach, widać było zza drzew pasące się na tej zarzecznej płaszczyźnie trzody albo pastuszków skupionych dokoła roznieconego ognia, albo nędzne, nie wiedzieć czyje, samotnie śród przestrzeni stojące chaty. Za domem i sadem leżały gładkie pola; z obu stron warzywnych ogrodów zieleniały niskie łąki, na których rosły grupy wierzb, a w mokrych zagłębieniach gruntu rozrastał się jasno-zielony ajer i stały wysokie łozy z długimi, obwisłymi liśćmi i wierzchołkami podobnymi do aksamitnych kołpaków. Było to miejsce ciche, skromne i prawie odludne. Z domu i całego jego otoczenia od razu wnieść było można, że wśród średniej własności ziemskiej Olszynka była posiadłością możliwie najmniejszą. Wniosek ten potwierdzała wieś chłopska pomiędzy łąkami do grupy wierzb przyparta. Składało ją chat kilkanaście, dość czysto i dostatnio wyglądających. Z bliskości, w której znajdowała się od dworku, łatwo było zgadnąć, że kiedyś do Olszynki należała. Był to więc kiedyś mająteczek kilkunastochatowy, czyli znajdujący się na granicy, za którą już do najdrobniejszych ułamków ziemi spływała własność mała. Ostry chłód zapanował po niedawno spadłym gradzie; silny wiatr kołysał wierzchołkami kilku rosnących na dziedzińcu topoli włoskich; deszczowe chmury szybko biegły jedną za drugą, to zasłaniając, to odkrywając błękit nieba. Jednak w Olszynce wszystkie okna domu otoczone kwitnącą fasolą były na oścież otwarte, Stały na nich pomiędzy kilku mirtami i rozmarynami kwitnące fuksje i róże miesięczne. Na ganku jedna z ławek zastawiona była hładyszami pełnymi zsiadłego mleka, na drugiej stał naprędce znać tu umieszczony kosz z sałatą i jarzynami. Długa sień, przedpokojem zarazem będąca, rozdzielała dom na dwie połowy, z których w jednej znajdowały się pokoje mieszkalne, w drugiej kuchnia i izba czeladna. W głębi sieni wielki zamek wiszący u drzwi niskich i wąskich oznajmiał spiżarnię. Za starą szafą widać było drabiniaste schodki na strych wiodące; pod ścianami stały proste, drewniane skrzynie i stołki, kosze , z łoziny uplecione, a na miejscu najwidoczniejszym- niecki pełne świeżo upranej bielizny. Miano ją zapewne na strych wynosić, ale tymczasem tu jeszcze pozostawiono. Zapach mydlin z kuchennymi woniami złączony napełniał sień pomimo drzwi na ganek otwartych; w kuchni trzeszczał ogień i rozlegały się głosy kobiece i dziecinne; w pokojach mieszkalnych cicho było zupełnie i tylko czasem dolatywało z nich monotonne mruczenie, z którego można było odgadnąć pracowicie uczące się dziecko."

Eliza Orzeszkowa "Nad Niemnem"



0 Comments

Broń myśliwska A.D. 1913

1/11/2017

0 Comments

 
PictureJulian Fałat 'Po polowaniu" (fragment)
Wobec rozpoczynającego się sezonu myśliwskiego uważaliśmy za stosowne zapoznać się z najnowszemi ulepszeniami w dziedzinie broni myśliwskiej i w tym celu delegat nasz specjalnie udał się do znanej ogólnie firmy puszkarskiej „J. Sosnowski" przy ulicy Trębackiej. Wrażeniami obecnie dzielimy się z naszymi czytelnikami. W dziale broni śrutowej delegatowi naszemu podobała się bardzo wytworna broń firmy ,,G. Defourny- Sevrin" w Licge. Str/elby tej firmy chlubnie są już znane w naszym kraju. Na Warszawskim stendzie roku bieżącego strzelbie firmy ,,G. Defourny-Sevrin" przypadł wielki szampionat Królestwa Polskiego na rok 1912, jakkolwiek współubiegały się o tę nagrodę strzelby najwybitniejszych firm światowych. Bronie tej firmy mają i tę wielką zaletę, że są nader solidnie wykonane. Delegat nasz zauważył u tej broni haki tak silne, jakich nie widział jeszcze u żadnej innej broni i tej okoliczności, |ako i doskonałości materjałów użytych, zapewne należy przypisać, że strzelby te mają tak nadzwyczajną ogólnie uznaną wytrzymałość.  Podobać się też musi u tych fuzji nadzwyczajna ich kształtność i harmonijność linji i doskonałe ustosunkowanie wagi i śmiało o niej powiedzieć można, że jest to broń pierwszorzędna.

Skromniejszą jest broń firmy ..Manufacture Liegieoise d'Armes à Feu" w Liege, lecz jest to bardzo dobra, zupełnie wystarczająca, broń użytkowa.   Ma wielkie zalety strzału i jest dobrze i solidnie odrobiona.  Bronie te są zapewne znane wielu z naszych czytelników, gdyż są już dobrze wprowadzone na rynku naszym. Jako zupełną nowość podziwiał nasz delegat strzelby ..Explora" i „Fauneta" wyrobu znakomitej firmy angielskiej ,,Westley Richards and Co Ltd." w Londynie. Strzelby te strzelają śrutem i kulą dają w obu kierunkach rezultaty jak najlepsze.
Strzały śrutem wyrównują strzałom ze zwykłej broni śrutowej, a strzały kulą aż do 300 yardów (275 metrów), są równie precc/yjne jak ze sztucerów. Wyprodukowanie tych broni jest wynikiem wieloletniej pracy specjalistów zatrudnionych przez firmę "Westley Richards". Jak wiadomo problemat wyprodukowania broni uniwersalnej, jaką są strzelby Explora i Fauneta, długo bardzo nie mogl być urzeczywistniony, a bronie, które były w handlu jako uniwersalne bardzo, nieudolnie problemat rozwiązywały, gdyż dawały i śrutem i kulą bardzo liche rezultaty. Jedyna firma "Westley Richards" długo i wytrwale problemat ten studjowala teoretycznie i dokonywała prób praktycznych. Rezultatem
tych mozolnych obrachunków i prób są bronie Explora î Fauneta, które wprawdzie najpóźniej na rynku się ukazały, ale za to dzięki zasadom do ich budowy zastosowanym, problemat po tylu latach cierpliwej pracy szczęśliwie rozwiązały. Poza doskonałym strzałem śrutem i kulą, do wielkich zalet tych strzelb należy, że wagą, rozłożeniem ciężaru, i wyglądem zewnętrznym nie różnią się od zwykłych dubeltówek, tak, że każdy myśliwy bez specjalnego wprawiania się, może odrazu nimi się posługiwać. Strzelby te zresztą już i u nas bardzo dodatnio się zaznaczyły, gdyż jeden z naszych znanych myśliwych, który pierwszy w Królestwie Polskiem posługiwał się Explora, w sposób wprost brawurowy dał z niej trypietę do dzików na dalsze dystanse w obecności licznych widzów. Broniom tym należy się istotne uznanie, gdyż praktyczne rezultaty są z nich jak najlepsze. Potwierdza to w swem dziele, które ukazało się roku bieżącego, znakomity znawca broni palnej Buturlin.

Godne też bardzo uwagi są sztucery borowane systemem ,,Oval Bore", stosowanym przez firmę Charles Lancaster w Londynie. Lufa tak wiercona, przedstawia się napozór, jak lufa cylindryczna. Celem takiego wiercenia jest zapobieganie brudzeniu się lufy, co przy zwykłych gwintach jest nie do uniknięcia. W dziale sztucerowym i trójlufek delegat nasz oglądał prawdziwie bogatą kolekcję broni różnych typów i rodzajów. Sztucery firmy „J. Sosnowski" odznaczają się wielką precyzją strzału i wykwintem, i na Warszawskiej Wystawie Sportowej ogólnie były podziwiane.

Powyższy tekst pochodzi z Rocznika Wsi Polskiej dla roku 1913, w opracowaniu A.Laskowskiego, wydawcy Paweł hr Morsztyn i Stanisław Skurzyński


0 Comments

Zima

1/1/2017

0 Comments

 
PictureJulian Fałat "Zima na Polesiu"
"(...) Kiedy tylko pierwsze przymrozki ścisnęły ziemię, rozblyskiwały łuną świetlną o godzinie przedświtu -piece. Światło czerwone drgało przez szpary drzwi w sypialnych pokojach. Dom przepełniał zaciszny trzask spopielających się żywicznych polan. Wstawał dzień. Narządzano podwójne okna. Na kolorowej wacie któraś z sióstr wyczyniała esy floresy z jarzębiny, z głogów. W środku stawiano wysmukły kieliszek od szampana, napełniony „witryolejem". Patrzyłem nań z szacunkiem, bo to "trucizna". Wtedy wyłaził mróz i zamalowywał szyby. Dom był ufortyfikowany, przygotowany na walkę z zimą - do wiosny (...)" pisał o początku zimy na ziemiańskim dworze Melchior Wańkowicz w "Szczenięcych latach".

Zima opisywana w ziemiańskich wspomnieniach z jednej strony wydaje się być okresem spokojnego odpoczynku, z drugiej jednak jest jednak okresem zabaw i karnawału. Drogi tonące w błocie i nieprzejezdne jesienią ściskał mróz sprawiając iż podróże stawaly się znów możliwe, tyle że nie przy użyciu bryczki,ale sań. Dźwięk ich dzwonków sygnalizował iż właśnie pojawili się goście.

Codziennym zimowym rytuałem było palenie w piecach. Czesław Miłosz w "Dolinie Issy" pisze, że pomaganie przy paleniu było jedną ze ulubionych zimowych rozrywek, obok lepienia bałwana na gazonie znajdującym się przed dworem.

Zaraz po świętach rozpoczynał się czas zabaw.  Melchior Wańkowicz w "Szczenięcych latach" wspomina iż przyjeżdżało wtedy całe mnóstwo gości "(...) Każde z nas przywoziło przynajmniej po dwóch kolegów lub  koleżanki. Korepetytorzy, którzy latem z nami dukali, też przyjeżdżali i zwozili kolegów. Do nauczycielek też zjeżdżały  jakieś przyjaciółki - stare panny - przyjeżdżały z matkami i ciotkami dawne nauczycielki i bony, z którymi zachowywały się  serdeczne stosunki; namykaly się dawne rezydentki, zamienione ongiś z sąsiednimi dworami po jakichś awanturach do czasu na  inne, ściągali z rodzinami wszyscy „klienci domu"- ksiądz, adwokat, doktór, wuj Sewerutek, przyjeżdżało z Wodoktów trzech  osiłków, synów rządcy (...).
We dworze grały fortepiany i trwaly w najlepsze tańce, pomiedzy tańczącymi biegały dzieci, starsze panie wymieniały plotki siedząc na kanapach, przy stolikach trwała w najlepsze gra w karty.  Chyba, że na karnawał jechało się do miasta. Wtedy poświątecznym zamieszaniu dwór stawał się spokojny i opustoszały, przysypany śniegiem.    



0 Comments
    Prowincja w kolorze sepii czyli o obywatelach ziemskich, ich dworach oraz okolicy we wspomnieniach, literaturze i czasopismach z epoki

    Ziemiańskie klimaty
    FACEBOOK

    Archives

    May 2020
    April 2020
    March 2020
    February 2020
    January 2020
    December 2019
    November 2019
    October 2019
    September 2019
    August 2019
    July 2019
    June 2019
    May 2019
    April 2019
    March 2019
    February 2019
    January 2019
    December 2018
    November 2018
    December 2017
    November 2017
    October 2017
    September 2017
    August 2017
    July 2017
    June 2017
    May 2017
    April 2017
    March 2017
    February 2017
    January 2017
    December 2016
    November 2016
    October 2016
    September 2016
    August 2016
    July 2016
    June 2016
    January 2016
    December 2015
    November 2015
    October 2015
    August 2015

    RSS Feed

    W kolażu na szczycie strony wykorzystano obrazy XIX wiecznych malarzy polskich;
    Wincentego Kasprzyckiego "Pałac w Natolinie", Wincentego Wodzinowskiego "Koncert domowy", Juliusza Kossaka "Scena z polowania w Radziejowicach", Franciszka Streit "Przerwa na posiłek"
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
Photos from Kurt:S, torbakhopper, gizmo-the-bandit