• Blog
    • Biblioteka
  • Trochę historii
    • Dwór w literaturze
  • Ziemiański styl
    • Zwykli ziemianie
    • Dzieciństwo i młodość
    • Życie codzienne .... >
      • ....i niecodzienne
      • Romanse, plotki i skandale
    • Savoir vivre
    • Tradycje w majątku ziemskim
  • We dworze
    • Rok w życiu pani na dworze
    • Spiżarnia >
      • Trunki
    • Kuchnia
    • Ogród >
      • Kwiaty i rabaty
    • Wnętrza i sprzęty
  • Majątek ziemski
    • Cztery pory roku w majątku ziemskim
    • Konie, psy i .....
    • Ptactwo różne
    • O lasach >
      • O zwiarzętach dzikich
      • O polowaniach
    • O polach i łąkach
    • O sadach
  • Wojaże
    • Rzemiennym dyszlem
    • Podróże dalekie

ziemiańskie klimaty

 

Hobby

7/27/2016

0 Comments

 
Picture
W ziemiańskich dworach życie toczyło się nie tylko wokół uprawy roli o czym mówi chociażby poniższy fragment powieści Emmy Dmochowskiej "Panienka".

— Kiedykolwiek, wolnym czasem, zaprowadzę pana do siebie — zaczął pan Onufry, któremu Kański widocznie się podobał — i pokażę panu kilka ciekawych rzeczy.
— Ach, bardzo rad będę, bo i nauczę się dużo u pana.
— O, nauczyć się tam można niemało — wtrącił Jaroński. — Szkoda, że nie jestem przyrodnikiem, skorzystałbym u pana.
— No, no, przesadzasz, panie Ludwiku. Wy tam po uniwersytetach macie lepsze gabinety od mojego. U mnie, cóż! najciekawsze, to syberyjskie zbiory.
— A teraz co pan?... — zaczai Kański.
— Co ja teraz robię? Ot, ni to, ni owo, nic porządnego, nic porządnego. Wiosną zebrałem troszkę roślin tutejszych, teraz porządkuję. A Jadwisia rysuje, co trzeba. Mam tam parę sztucznych hodowli, to, owo. Ale widzieliście lepsze rzeczy.
— U stryja to prawdziwe muzeum — wtrąciła Jadwisia — ale ja się na tein nie znam. Ja więcej się interesuję pracą nad archiwum.
— To pan i archiwalne studya prowadzi? —spytał Leon.
— No, nie, to nie moja rzecz. To specyalność pana Ludwika. Ale trudno, za powrotem znalazłem tu kilkanaście skrzyń starych papierów. Relikwie, panie! A zwieziono to z różnych stron i rzucono na strych; nikt nie miał czasu tern się zająć. Więc stało sobie spokojnie, myszom i molom na pożarcie. Cóż, krew się we mnie wzburzyła! Toż tam są listy z początków szesnastego wieku, nawet z piętnastego parę nadań. -Jest cała korespondencya po Jakóbie Wielogrodzkim, pułkowniku husaryi i potem kasztelanie mozyrskim. Jest dyaryusz wyprawy inflanckiej Samuela, starosty Kozłowieckiego; są listy żony jego, Urszuli, z domu Banieckiej, późniejszej fundatorki klasztoru i kościoła w Piotrowiczach. Są też akta tej fundacyi i nadania księżom uczynione. Są hrabowskie doroczne lustracye gospodarskie, zacząwszy od roku 1598, to jest
od przejścia w nasze ręce poleskich majątków. Są akta procesów ze wszystkimi prawie sąsiadami.
Czego tam niema! Kopalnia, istna kopalnia złota i brylantów! Nie było rady, zabrałem -się do roboty i porządkujemy z panem Ludwikiem.
— Ach. cóż to za ciekawy materyał dla przyszłego historyka tych stron! — rzekł .Jaroński.
— Którym, mam nadzieję, że pan zostaniesz w przyszłości—wtrąciła Jadwisia. -—No, cóż, wy-
dobył się już pan z rozwodowej sprawy owej kłótliwej starościny Bahryniewickiej?



0 Comments

Konie

7/21/2016

0 Comments

 
PictureJanuary Suchodolski 'Konie w stajni'
Ziemianie kochali swoje konie. Często we wspomnieniach przewijają się rozmaite Gwiazdki czy Siwki na których galopowało się przez pola, albo leśne drogi.
Pierwszym koniem był często kucyk. Na jego grzbiecie dzieci nabierały pierwszych umiejętności jeździeckich.  Pierwsze jazdy odbywały się na koniu prowadzonym w kółko na lince, bez siodła, trzymając się rękami grzywy.
Konie miały swoje charaktery. Były konie złośliwe, gotowe ugryźć każdego kto tylko się do nich zbliży (chociaż tych było raczej niewiele) i konie łagodne, witające wchodzących do stajni parskaniem i wyciągające szyje w oczekiwaniu kostki cukru, albo kawałka chleba.   
Wśród stajni w majątku ziemskim wyróżnić można stajnię cugową i folwarczną. W stajni cugowej stały konie przeznaczone do jazdy wierzchem i zaprzęgania do powozów, w stajni folwarcznej konie do pracy na folwarku.
Konie ze stajni cugowej dobierano dla ich wyglądu w zaprzęgu, dlatego tolerowano niektóre wady ich charakteru.  Roman Mycialski wspomina iż we Wrześni "(...) zaprzęg czwórkowy miał konie dobrane maścią w "domino" - dlatego tolerowano konie złośliwe o ile pasowały do pary (...) Osobny problem stanowiły konie płochliwe, jeżeli bały się ludzi, zaprzęgano je z lewej strony, jeżeli pojazdów, a zwłaszcza nielicznych jeszcze wówczas samochodów, z prawej. Drugi koń z takiego zaprzęgu musiał być absolutnie spokojny. Koni złośliwych i agresywnych, atakujących ludzi nie powinno się zaprzęgać z prawej, od strony chodnika. Ale konie miały swoje charaktery i przyzwyczajenia, niektóre nie chciały chodzić po wyznaczonej dla nich stronie zaprzęgu (...)".
Obok stajni zobaczyć można było jeszcze powozownię w której czasem znaleźć można było karety pamiętające jeszcze czasy XIX wieku. Niektórzy z pamiętnikarzy wspominają iż właśnie wnętrza tych karet było ulubionymi miejscami ich zabaw.
Obok można było zobaczyć jeszcze staw, do którego okresowo zrzucano nawóz wygarniany ze stajni i w którym taplały się kaczki. Jeśli majątek zajmował się hodowlą koni największą skalę zdarzało się, że znajdowała się w nim jeszcze ujeżdżalnia.
Na koniec pora na kilka opisów wspomnianych na początku galopów po polach i lasach. Joanna Krasińska - Głażewska w książce "Dwa światy" pisze Ja jechałam na Maricy, własności wuja Piotra.
Widok tych rumaków czystej krwi był piękny i nie zdawałam sobie sprawy, że niejedne oczy się za nami oglądały (...) Spacery takie były kilkugodzinne i nieraz wracaliśmy nadbrzeżnymi łąkami Sanu. galopując przewspaniałym ognistym pędem, i trudno było rozróżnić, czy gorącokrwisty wierzchowiec ponosił, czy też był to jego rytm. (...)
Pamiętam tylko jak pędziliśmy smagani wiatrem, słysząc pochrapywanie wierzchowców (...)" I jeszcze kilka słów od Melchiora Wańkowicza zaczerpniętych ze "Szczenięcych lat" - "(...) Jechało się białymi sapowatymi drogami, jechało się giętkimi ścieżkami, uginającymi się po torfiastych łąkach, na przełaj, wrzosowiskami, czarnymi ostępami leśnej próchnicy, do której nie dochodzi słońce, przedzierając się przez gąszcz leśny,  zdejmując raz po raz z twarzy pajęczynę (...)"

0 Comments

Broń

7/16/2016

0 Comments

 
Picture
W wielu ziemiańskich dworach znaleźć można było kolekcję broni, zarówno  aktualnie używaną, jak i odziedziczoną  po przodkach, albo przywiezioną z zagranicznych wypraw przez rodzinę lub przyjaciół. Melchior Wańkowicz w "Szczenięcych latach" tak opisywał arsenał kałużańskiego dworu. "(...) W domu kalużańskim był „specjalny pokój z bronią, w którym, począwszy od powstańczej pistonówki „Lebiody", bogato złotem  inkrustowanej, od pierwszych modeli patronówek z zatrzaskiem pod lufami (wszystko to szło w kurs raz do roku przy obławie na  wilki), aż do pistoletów pojedynkowych wiedeńskich, do dwulufkowego sztucera Kruppa z lunetą, towarzysza wypraw afrykańskich  brata Czesława, do drylinga z herbem na lufach, wyczynionym z siedmiu kolorów złota, od karabeli, przez broń japońską I  kryse malajskie, do zatrutego żądła - sztyletu, który Czesław przywiózł z polowań na pograniczu Chin, do wiązek fechtunkowych  floretów włoskich —pełno było dzirytów, łuków, masek fechtunkowych, wabików (...)  trąbek, rożków, rogów z prochem, maszynek do  robienia naboi, worków ze śrutem, pudełek cynowych z kulami sztucerowymi i kul pojedynczych do dubeltówek w obsadzie dla "czoków"- na drzewie i rozdzierających się na cztery strony kul "Jacknowskich" (...) i broń krótka - od staroświeckich buldogów począwszy, skończywszy na smukłych miniaturowych mauzerach dziesięciostrzałowych i na mauzerach wkręcanych na kolbę (z których strzelaliśmy do ciągnących jesienią gęsi), do  arystokratycznych parabellów i chamskich naganów (...)".
Bronią uczono się posługiwać dość wcześnie. W wieku kilkunastu lat można było być już całkiem niezłym strzelcem, dysponującym własną dubeltówką. Równie ważna jak nauka posługiwania się bronią była także nauka jej przechowywania i konserwacji, ponieważ krzywdę można było zrobić sobie np. próbując posługiwać się strzelbą której lufa została zapchana. Broń przechowywana była w osobnym pomieszczeniu (jak u Melchiora Wańkowicza) lub w gabinecie w zamkniętej szafie.    
Przeglądając stare katalogi myśliwskie,można zauważyć iż w dwudziestoleciu międzywojennym w użyciu były m.in. broń śrutowa firmy G. Defourny Sevrin, Liege "w parach i pojedynczo,wykonane na specjalne zamówienie,kal. 12, 16 i 20 zyskały uznanie najlepszych myśliwych w kraju i za granicą", dubeltówki firmy G. Defourny Sevrin, Liege "znane ze znakomitego strzału, dokładnego i pięknego wykończenia, wytrzymałością swoją przewyższają wszystkie dotychczasowe", sztucery dubeltowe G. Defourny Sevrin, Liege oraz J.Novotny, Praga "przestrzelane do 75 mtr. po gładkiej szynie lub z podniesionym pierwszym wizjerem, przeciętym do powierzchni szyny, drugi wizjer skladany przestrzelany do 150, 200 i 250 mtr zależnie od wymagań, jak ze zwykłej dubeltówki" (informacje na podstawie Cennika broni i przyborów myśliwskich Lwowskiej Spółdzielni Myśliwskiej z roku 1930).

0 Comments

Majątek Krzykawka i jego mieszkańcy

7/11/2016

0 Comments

 
Picture
Majątek Krzykawka miał szczęście do właścicieli, którzy z zamiłowania, albo zawodowo zajmowali się prawem (co bynajmniej nie przeszkadzało im prowadzić całkiem dobrze prosperującego majątku ziemskiego, zajmującego się nie tylko produkcją rolną, ale też przemysłową (w końcu leżał w okolicy licznych kopalń).
Opisując związanych z prawem właścicieli majątku Krzykawka wypada zacząć od Józefa Chodorowicza, który nabył Krzykawkę w 1817 roku na licytacji. Według plotki pan Chodorowicz żył 110 lat (według niektórych źródeł nawet 116 lat). Źródłem plotki jest zapewne jego nekrolog opublikowany w Gazecie Warszawskiej w czerwcu 1881 roku, oraz to że mało kto dotarł pewnie do sprostowania opublikowanego w tej samej Gazecie Warszawskiej tydzień później w którym można przeczytać  
"(...) Sprostowanie. Od krewnego ś. p . Chodorowicza otrzymujemy następujące wyrazy: „W numerze 136 Gazety Warszawskiej z dnia 22-go czerwca r. b . w artykule „długowieczność" zamieszczono wiadomość o zaszłej śmierci Józefa Chodorowicza. Znając dokładnie stosunki familijne, albowiem Józef Chodorowicz miał pierwszą żonę Maryannę Łucyę dwóch imion z Łęskich, rodzoną siostrę mej matki, czuję się w obowiązku poprawić wiadomość przez korrespondenta Kurycra Warszawskiego podaną, a mianowicie: Zmarły Gaspar Józef dwóch imion Chodorowicz, właściciel wsi Krzykawki w powiecie Olkuskim, wedle aktu urzędowego u mnie znajdującego się, urodził się dnia 25-go stycznia 1783, chrzcony w Warszawie w kościele Św. Krzyża. Dnia 24-go lutego 1811 r. zawarł związki małżeńskie z Maryanną Łucyą z Łęskich, mając wówczas lat 28, a zatém do chwili śmierci miał lat 98 nic zaś 110, jak to mylnie podano. Przecl rokiem 1863 młockarnia zgruchotała mu rękę nie nogę, i wtedy poddał się amputacyi. Był z powołania prawnikiem, lecz nigdy nie pełnił obowiązków regenta w Krakowie, tylko zajmował obowiązki notaryusza i konserwatora aktów hypotecznych powiatu Olkuskiego w departamencie Krakowskim w gminie Pilickiej w mieście Pilicy gdzie zamieszkiwał w domu pod L. 48, co wszakże działo się nic przed rokiem 1800, lecz przed 1811."
Jak widać nekrolog był więc hmmm... mocno nieprecyzyjny, ale tak czy inaczej 98 lat to też piękny wiek.   
Po śmierci Chodorowicza majątek przeszedł w ręce jego zięcia Karola Gaszyńskiego,który pełnił funkcję Sędziego Pokoju w Sławkowie. Karol Gaszyński rozparcelował majątek zostawiając sobie dwór z raczej niewielką ilością ziemi.
Po Karolu Gaszyńskim Krzykawkę przejęła jego córka Maria, która może z prawem sama nie miała wiele wspólnego natomiast prawnikiem (i to dość znanym nie tylko jako prawnik, ale też jako polityk) był jej mąż Antoni Bogucki. Wymieniając zasługi Antoniego Boguckiego w największym skrócie był wiceprezesem Naczelnej Rady Adwokackiej, członkiem Trybunału Stanu,senatorem w latach 1931 - 1935 i wicemarszałkiem Senatu (także w latach 1931- 1935). Czasy państwa Boguckich były złotymi czasami dworu w Krzykawce ponieważ wtedy gościły w nim liczne postacie z pierwszych stron gazet m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzynski.   
Dwór w Krzykawce cały czas istnieje i ma się dobrze. Wykorzystywany jest zdaje się jako biblioteka i gminny ośrodek kultury, więc bez większego problemu można go obejrzeć gdyby ktoś był w okolicy.

0 Comments

Powoje czyli użycie wijących się roślin do ozdobienia altanek, kolumn, piramid itd.

7/7/2016

0 Comments

 
Picture


Wszystkie zazwyczaj bardzo długie, giętkie, wijące się i pnące rośliny, które po części leżą na ziemi, rozrastają się: poczęści zaś po konarach i gałązkach drzew leśnych wijąc się i opasując ich koronę: znajdujemy w stronach tropicznych tak spuszczone, że utrudniają wejście do lasu; wszystkie więc tego rodzaju rośliny, nazywamy oaólnćm imieniem powojów, chociaż te, podług zasad botaniki, należą do rozmaitych roślinnych familii.

Chociaż tym wijącym się roślinom można nadawać rozmaite formę podłóg upodobania naszego, wszelako dwa główne kierunki naznaczają dla nich. t. j. kierunek ku górze i kierunek na dół. W pierwszym z tych dwóch przypadków powinny one piąć się w górę po drzewach, prętach, kratach drewnianych lub drucianych; albo też używa się ich do osłonienia murów i ścian. W drugim zaś razie przeznaczeniem ich jest—słać się po kamieniach, spadać z gór i pochyłości trawników. Często też używa się ich do pokrycia gruzów lub do ubierania lamp albo waz wiszących, itp.
W obu tych przypadkach można je prowadzić podług swojej woli, jakoteż, korzystając z ich kształtu i koloru, tworzyć wiele ładnych, połączonych obrazów.

Wielką różnicę w zasadzaniu takich roślin czynić potrzeba przy założeniu dla nich przyszłego celu, tj. czy ich przeznaczeniem ma być ożywienie, ozdabianie i odznaczanie budowli, pni drzew lob innych przedmiotów; albo też czy one mają obok przeznaczenia, swego do ozdabiania, obrysowywać i charakteryzować kształt przedmiotu jakiego. Jeżeli powoje mają służyć li tylko do ozdoby, to wzgledząc na zestawienie, można z nimi dowolnie postępować. Można stosowne, wijące się rośliny rozmaitego gatunku, przewodnicząc się własnym gustem, albo też względząc na ładne zestawienie; mieszać jedne z drugiemi. Lecz jeżeli za pomocą powojowych roślin chcemy określić kształt jakiego przedmiotu albo go uwydatnić, np.kolumnadę lub jakąkolwiek inną symetryczną figurę, to potrzeba użyć tylko jednego gatunku powojów, a przynajmniej żeby jeden gatunek przemagał nad innemi. W każdym razie wszelako, powinna być zachowana pewna symetrya.

Niewypowiedzianie wielki efekt tworzy się za pomocą wijących się roślin, gdy im po drzewach, jak w krajach zwrotnikowych, w malowniczym bezładzie wić się każemy do koła pnia, spuszczając się z gałęzi, albo w nieregularnych girlandach, z drzewa na drzewo przemykać Do tego celu najwłaściwsze będą: Clematis, Ampelopsis, Lonicera (...)  i wiele innych.

fragment pochodzi z książki "Malowniczy ogrodnik czyli nauka zakładania malowniczych ogrodów w nowym stylu i gustownego przyozdabiania ich kwiatami" autorstwa Hermana Hetzschold, wydanej w Wilnie w roku 1855

0 Comments

Samowar

7/1/2016

0 Comments

 
Picture
Kiedy popołudniową porą zasiadało się na werandzie do herbaty na stoliku z marmurowym blatem stał samowar podgrzewany węglem drzewnym. Kiedy woda w nim zaczynała szumieć to był znak, że herbata wkrótce już będzie gotowa.
Samowar pojawia się czasem we wspomnieniach z ziemiańskich dworów, zwłaszcza tych położonych bardziej na wschód. Używanie samowara miało znaczenie praktyczne. Kuchnia w ziemiańskim dworze była dość odizolowana od reszty domu, aby uniknąć rozchodzenia się z niej nieprzyjemnych zapachów (czasem nawet mieściła się w osobnym budynku) Trzymanie więc w niej stale podgrzewanego wrzątku i przynoszenie go za każdym razem kiedy chciało się dolać herbaty mijałoby się więc z celem.
Z wyrobu samowarów słynęło rosyjskie miasto Tuła, w którym pierwsze samowary zaczęto produkować w połowie XVIII wieku w warsztacie braci Iwana i Nazara Lisyconowów, a w XIX wieku w mieście było już ponad 80 warsztatów i fabryk produkujących samowary z których największymi były fabryki Malikowych, Bataszewych czy Woroncowych. Antoni Czechow zwykł podobno mawiać o Tule, iż samowarów jest tam tyle że nikt nie jeżdzi do Tuły z własnym samowarem.
Poza Tułą samowary produkowane były m.in.w Moskwie, Petersburgu i Warszawie.Warszawska fabryka Henneberga, Frageta i Norblina otrzymała nawet srebrny medal na Wszechrosyjskiej Wystawie Przemysłowej w 1870 roku właśnie za produkcję samowarów.
Samowary produkowane były z miedzi, albo mosiądzu i przeważnie posrebrzane, albo niklowane. Poza tanimi, produkowanymi pół-seryjnie w prostych formach bardziej znane fabryki miały w ofercie także często robione na indywidualne zamówienia egzemplarze, których unikalna forma i zdobienia pozwalały na identyfikację fabryki tak samo jak jej wygrawerowana na samowarze sygnatura.
Przygotowywanie herbaty z samowarem stanowiło cały rytuał. Najpierw napełniano samowar wodą i rozpalano ogień za pomocą węgla drzewnego albo szyszek (chociaż na początku XX wieku próbowano też eksperymentować z samowarami podgrzewanymi naftą). To, że woda jest już wystarczająco podgrzana poznać można było po szumie samowaru. Wtedy do czajniczka należało nasypać herbaty i zalać ją wrzątkiem z samowara. Do szklanek w metalowych koszyczkach (ewentualnie filiżanek) wlewano esencję z czajniczka i dopełniano wrzątkiem z samowaru. Czajniczek stawiany był następnie na samowarze, aby esencja nie ostygła zanim nadejdzie czas na kolejną szklankę herbaty.

0 Comments
    Prowincja w kolorze sepii czyli o obywatelach ziemskich, ich dworach oraz okolicy we wspomnieniach, literaturze i czasopismach z epoki

    Ziemiańskie klimaty
    FACEBOOK

    Archives

    May 2020
    April 2020
    March 2020
    February 2020
    January 2020
    December 2019
    November 2019
    October 2019
    September 2019
    August 2019
    July 2019
    June 2019
    May 2019
    April 2019
    March 2019
    February 2019
    January 2019
    December 2018
    November 2018
    December 2017
    November 2017
    October 2017
    September 2017
    August 2017
    July 2017
    June 2017
    May 2017
    April 2017
    March 2017
    February 2017
    January 2017
    December 2016
    November 2016
    October 2016
    September 2016
    August 2016
    July 2016
    June 2016
    January 2016
    December 2015
    November 2015
    October 2015
    August 2015

    RSS Feed

    W kolażu na szczycie strony wykorzystano obrazy XIX wiecznych malarzy polskich;
    Wincentego Kasprzyckiego "Pałac w Natolinie", Wincentego Wodzinowskiego "Koncert domowy", Juliusza Kossaka "Scena z polowania w Radziejowicach", Franciszka Streit "Przerwa na posiłek"
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
Photos from Kurt:S, torbakhopper, gizmo-the-bandit