• Blog
    • Biblioteka
  • Trochę historii
    • Dwór w literaturze
  • Ziemiański styl
    • Zwykli ziemianie
    • Dzieciństwo i młodość
    • Życie codzienne .... >
      • ....i niecodzienne
      • Romanse, plotki i skandale
    • Savoir vivre
    • Tradycje w majątku ziemskim
  • We dworze
    • Rok w życiu pani na dworze
    • Spiżarnia >
      • Trunki
    • Kuchnia
    • Ogród >
      • Kwiaty i rabaty
    • Wnętrza i sprzęty
  • Majątek ziemski
    • Cztery pory roku w majątku ziemskim
    • Konie, psy i .....
    • Ptactwo różne
    • O lasach >
      • O zwiarzętach dzikich
      • O polowaniach
    • O polach i łąkach
    • O sadach
  • Wojaże
    • Rzemiennym dyszlem
    • Podróże dalekie

ziemiańskie klimaty

 

Listopad - kalendarz zwyczajowy w/g Antoniego Zaleskiego

10/31/2016

0 Comments

 
Picture
Listopad, miesiąc jedenasty, trafną otrzymał nazwę, bo w tym czasie liście z drzew albo opadły, albo też opadają. Lubo już pora roku zmienna, zimna, nieraz przepadzista z deszczem i śniegiem, ma swoje właściwe powaby, zwłaszcza, co często bywa, kiedy pogoda towarzyszy tej jesiennej dobie. Często w naszym klimacie tak się zdarzają piękne i łagodne chwile, że czas ten do połowy tego miesiąca, babiem latem lub marcinkowem lud nasz nazywa, i pajęczyna, która się snuć zaczyna w pierwszych dniach października, jeszcze i teraz z powiewem wiatru podlata swobodnie. Dla ziemian myśliwych, otwiera się chwila dobrych łowów; gdy kraj obfitował w lasy i puszcze, od świtu do wieczornego zmroku grały trąbki i ogary po przepadzistych kniejach, a z powrotem do domów, przy blasku płomienia kominów, na które walono całe kłody smolne, dopiero wesoły rozpoczynał się rozhowor, o wyprawie myśliwskiej, i zdobytych łupach na dzikim zwierzu. Starsi wiekiem, co już strzelbę i trąbkę łowiecką zawiesili na ścianie, jak zarazem niewiasty i dziatwa, zebrani w jedno grono, długie wieczory przepędzali na wspólnej rozrywce.
W dniu też trzecim tego miesiąca, przypada dzień Św. Huberta, orędownika myśliwych. Uznanym został zaś dla tego, że wedle legendy, będąc ochmistrzem dworu króla Franków Dytrycha, czyli Teodoryka III , polując jako zaciekły myśliwiec, ujrzał w lesie jelenia, który miał krzyż między rogami. Widzenie to biorąc za przestrogę dla siebie, wyrzekłszy się światowego życia został kapłanem, i zasłynąwszy jako krzewiciel wiary chrześciańskiej w pośród pogan umarł w r. 727. W dawniejszych czasach myśliwi w dniu jego, po ukończeniu wielkich łowów, odprawiali na dworach monarszych i zamożniejszych panów sute biesiady. Order Św. Huberta, ustanowiony w r. 1444, jest najdawniejszy i najznakomitszy w Bawaryi, później pokazał się w Czechach i w elektoracie Kolońskim.
Kołowrotki wychodzą z ukrycia, i prządki rozpoczynają swe prace, słodząc je sobie opowiadaniem cudownych bajek i powiastek fantastycznych, których pełno mają w pamięci "by kawek na słotę. ". Dnia 1 listopada Kościół pamiątkę Wszystkich Świętych uroczyście obchodzi. Początek jej pochodzi od Papieża Bonifacego IV, który na początku VII wieku panował. Wówczas znajdowała się jeszcze w Rzymie wspaniała pogańska świątynia, przez Augusta, cesarza Rzymskiego, wzniesiona, na cześć Jowisza i wszystkich bogów, i z.tej przyczyny z greckiego Panteonem była zwana. Bonifacy IV, gmach ten ozdobny, z pamiątek pogańskich oczyścił, i ku czci Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Świętych poświęcił. Kościół ten dotąd się utrzymuje w Rzymie pod nazwaniem N. Maryi Panny de Rotunda, dla swego okrągłego kształtu, i jest jednym z najpiękniejszych zabytków starożytności. Od chwili poświęcenia Panteonu, uroczystość Wszystkich Świętych obchodzić poczęto: z początku w samym tylko Rzymie, z czasem rozszerzyła się do całego kościoła, szczególniej też za papieża Grzegorza IV, który jej uroczysty obchód z dnia 13 maja na dzień pierwszy listopada przeniósł.
Nazajutrz, dzień drugi, Kościół przeznaczył na modlitwy za dusze wszystkich wiernych zmarłych, i dla tego ten dzień zowie się zadusznym. Jakkolwiek modlenie się za umarłych, j ak w starym Zakonie, tak też w kościele chrześciańskim, od początku jego powstania zawsze było we zwyczaju, dzień jednak osobny na modlitwy za wszystkich wiernych zmarłych, w pierwszych wiekach nie był wyznaczony, dopiero pod koniec Xgo wieku, najprzód w klasztorach Kluniackiego zakonu, z rozporządzenia Św. Odilona Opata, dnia 2 listopada nabożeństwo żałobne za dusze zmarłe, uroczyście odprawiać zaczęto. Wkrótce potem ten zwyczaj do całego chrześciaństwa rozciągnięty został, i w prawo się zamienił.
W przeddzień Zaduszek, zaraz po nieszporach światłych, kończących nabożeństwo o Wszystkich Świętych, odprawiają się nieszpory żałobne. W sam dzień zaduszny z rana, kapłani odśpiewują żałobną Jutrznią, Egzekwiami zwaną, poczem msza uroczysta następuje i stosowna do obchodu żałobnego nauka. Po niej zaczyna się processya zestacyami w kościele lub na cmentarzu, przy wtórze chóru, który wznosi pieśń rzewną i żałobliwą za dusze zmarłych. Na stacyi pierwszej odprawiają się modlitwy za kapłanów, na drugiej za rodziców, na trzeciej za dobrodziejów, a na czwartej za dusze zmarłych, których ciała na cmentarzu miejscowym spoczywają. Kończy się zaś nabożeństwo modlitwami przy katafalku za wszyst- kich w ogólności wiernych zmarłych. Katafalk który podczas tego żałobnego obchodu wystawianym bywa, jest wyobrażeniem grobu, i przy nim odbywają się podobne obrzędy, jakby ciało zmarłego chrześcianina na nim spoczywało. Oprócz kościelnych obrzędów, lud nasz zachowuje wiele jeszcze zwyczajów jako drogich dla siebie pamiątek, z odległych wieków, a niektóre sięgają nawet czasów bałwochwalczych. Do takich należy obchód Dziadów, które Mickiewicz uwiecznił. W Warszawie, dzień ten, szczególniej pod wieczór, wywołuje gromady mieszkańców pobożnych, którzy spieszą na ogólny cmentarz miejski w Powązkach, aby modlitwą i westchnieniem serdecznem uczcić pamięć zmarłych drogich istot. Pod mroczny wieczór, cmentarz cały, przybiera postać niezwykłą, bo zgromadzeni, rozsypani po ogromnym jego obszarze, zapalają to lampki, to świece, i stawiają na mogiłach i grobach, a przy nich odmawiają modlitwy. W tę chwilę, to miasto umarłych daje dziwnie malowniczy, a rzewny i uroczy obraz, kiedy cień nocy zaczną rozpędzać, migotliwe płomyki z każdej mogiły. Po innych stronach kraju lud nieraz, ale kilkakrotnie powtarza swoje Zaduszki, obchodząc je po cztery kroć, około Bożego Narodzenia, w czasie Wielkiego postu, w dzień Narodzenia Boga-Rodzicy, i około Św. Piotra. Na całym obszarze Słowiańszczyzny obchody te dotąd trwają, w pierwotnej niemal swojej prostocie, i nie dziwno temu, kto zna charakter całego plemienia tak uczuciowy i poetyczny.



0 Comments

Dwór korczyński

10/23/2016

0 Comments

 
PictureDwór kresowy w/g Napoleona Ordy
W korczyńskim dworze na rozległym trawniku dziedzińca rosły wysokie i grube jawory otoczone niższą od nich gęstwiną koralowych bzów, akacji, buldeneżów i jeszcze niższą jaśminów, spirei i krzaczastych róż. Dokoła starych, kiedyś kosztownych sztachet topole, kasztany i lipy ścianą gęstej zieloności zakrywały drewniane gospodarskie budynki. U zbiegu dwu dróg okalających trawnik i rosnące śród niego potężne grupy drzew i krzewów stał dom drewniany także, nie pobielony, niski, ozdobiony wijącymi się po jego ścianach powojami, z wielkim gankiem i długim rzędem okien mających kształt nieco gotycki. Na ganku pomiędzy oleandrowymi drzewami rosnącymi w drewnianych wazonach stały żelazne kanapki, krzesła i stoliki. Naprzeciw gospodarskich zabudowań wznosiła się nad sztachetami gęsta zieloność starego znać, bo w aleje z grubych drzew wysadzanego, ogrodu. Dalej widać było u jednego z krańców ogrodu przeświecający przez zieloność ów wysoki, w słońcu złocisty brzeg Niemna, a z niektórych punktów dziedzińca widzialną była i sama rzeka, szeroka, w tym miejscu okrągłym łukiem skręcająca się za bór ciemny.
 
Nie był to dwór wielkopański, ale jeden z tych starych, szlacheckich dworów, w których niegdyś mieściły się znaczne dostatki i wrzało życie ludne, szerokie, wesołe. Jak działo się tu teraz, aby o tym wiedzieć, trzeba było dowiadywać się z bliska, ale co w oczy od razu wpadało, to wielka usilność o zachowanie miejsca tego w porządku i całości. Jakaś ręka gorliwa i pracowita zajmowała się wciąż jego podpieraniem, naprawianiem, oczyszczaniem. Sztachety psuły się tu po wielekroć, ale zawsze je naprawiono, więc choć połatane, stały prosto i dobrze strzegły dziedzińca i ogrodu. Stare również gospodarskie budynki miały silne podpory, a w wielu miejscach nowe strzechy i nowe pomiędzy drewnianymi ścianami słupy z kamieni. Stary dom niskim był i widocznie z każdym rokiem więcej wsuwał się w ziemię, lecz z dachem gontowym i jasnymi szybami okien nie miał wcale pozoru ruiny. Rzadkich, kosztownych kwiatów i roślin nie było tu nigdzie, ale też nigdzie nie rosły pokrzywy, łopuchy, osty i chrzany, a stare drzewa i dawno znać zasadzone, bo potężnie rozrosłe, krzewy wyglądały świeżo i zdrowo. Dworowi temu, w którym jednak widocznie wciąż się coś psuło i naprawianym było, w którym widocznie także nic od dawna nie dodawano i nie wznoszono, ale tylko to, co już stało i rosło, przechowywano, porządek, czystość i dbałość nadawały pozór dostatku i prawie wspaniałości. Wielkość zajmowanej przezeń przestrzeni, niezmierne bogactwo napełniającej go roślinności, sama nawet starość niskiego domu i niejaka dziwaczność gotyckich jego okien wywierały wrażenie powagi, wzbudzały mimowolną poezję wspomnień. Mimo woli wspomnieć tu trzeba było o tych, którzy sadzili te ogromne drzewa i żyli w tym stuletnim domu, o tej rzece czasu, która nad tym miejscem przepłynęła, to cicha, to szumna, lecz nieubłaganie unosząca z sobą ludzkie rozkosze i rozpacze, grzechy i - prochy.
 
Wnętrze domu posiadało te same, co i dwór cały, cechy dawnego bogactwa chronionego przez czujne i niestrudzone starania od rozpadnięcia się w łachmany i próchno. W obszernych, niskich i dobrze oświetlonych sieniach sterczały na ścianach przed wielu już zapewne dziesiątkami lat umieszczone ogromne rogi łosiów i jeleni; pomiędzy nimi wisiały uschłe wieńce ze zboża przetykanego czerwienią kalinowych i jarzębinowych jagód; naprzeciw drzwi wchodowych wschody wąskie, niegdyś wykwintne, a dziś ślady tylko dawnej politury noszące, prowadziły do górnej części domu. Z tych sieni dwoje drzwi na oścież rozwartych wiodło z jednej strony do obszernej sali jadalnej, z drugiej - do wielkiego, o czterech oknach, salonu. Oba te pokoje dostatecznie zapełniały sprzęty, które, jak z kształtu i gatunku ich wnosić było można, kupionymi były przed dwudziestu przeszło laty i kosztowały wiele; teraz przecież ukazywały się na nich tu i ówdzie niewprawną ręką wiejskiego rzemieślnika dokonane sklejenia i naprawy, a drogą materię, która niegdyś okrywać je musiała, zastąpiła zupełnie tania i pospolita. Obicia na ścianach, tak jak i sprzęty, niegdyś kosztowne i piękne, a teraz postarzałe i spłowiałe, błyskały jeszcze tu i ówdzie złoconymi bukietami i arabeskami, zakrywało je zresztą w znacznej części kilka pięknych kopii ze sławnych obrazów i kilkanaście rodzinnych portretów w staroświeckich, ciężkich, z wytartą pozłotą ramach. Podłogi były tam woskowane i błyszczące, niskie sufity białe i czyste, drzwi staroświeckie, ciężkie, z błyszczącymi brązowymi klamkami, dywany duże i spłowiałe, w rogu salonu piękny fortepian, u okien ze smakiem ustawione grupy zielonych roślin. Widać było wyraźnie, że od lat dwudziestu nic tu nie przybyło, ale i nic nie ubyło, a to, co brudził, łamał i rozdzierał czas, ktoś ciągle oczyszczał, zszywał i naprawiał. Sprawiało to wrażenie pilnej pracy, usiłującej zwolnić, może zupełnie powstrzymać, stopniowo, lecz nieubłaganie proceder swój wiodącą przemianę bogactwa w nędzę.
 
W przyległym wielkiemu salonowi pokoju, którego okno, jak i okna salonu, wychodziło na błękitniejący zza rzędu starych klonów Niemen, znajdowało się towarzystwo złożone z osób czterech. Pokój ten miał pozór gabinetu wykwintnej kobiety. Wszystko tu było miękkie, ozdobne i wbrew temu, co działo się w innych częściach domu, dość jeszcze nowe. Obicie osypane bukietami polnych kwiatów miało pozór nieco sentymentalny; gotowalnia okryta zwojami białego muślinu połyskiwała kryształowymi i porcelanowymi cackami; na etażerkach leżały książki, stały zgrabne koszyki i pudełka z przyborami do ręcznych robót. Materia okrywająca sprzęty pąsową barwą swą sprawiała na pierwszy rzut oka wrażenie świetności.

Eliza Orzeszkowa "Nad Niemnem"



0 Comments

Polowanie oczami pani domu

10/16/2016

0 Comments

 
PictureJózef Chełmoński "Wyjazd na polowanie"
O ile we wspomnieniach ziemian polowanie stanowi wyliczankę rodzaju i ilości zwierzyny, o tyle  z kobiecych pamiętników wyczytać można kto na polowaniu był i czy goście dobrze się bawili.   
"(...) Mieliśmy tu przez dwa dni polowanie, które pomimo deszczu i zawiei, co wiernie towarzyszyły myśliwym, udało się wybornie. Trzysta pięćdziesiąt zajęcy padło, ale, co ważniejsze, wszyscy byli w doskonałych humorach i wesołym usposobieniu. Czuli się swobodni i zapraszali się sami na rok przyszły.
Sienkiewicz był trzeci raz w Woli, a za każdym razem więcej mi się podoba. Trzeba go kochać, szczególnie za ten poczciwy jego optymizm na miłości Kraju oparty, nigdy nie wątpi, nigdy pewności w lepszą przyszłość nie traci. Jak przed kilku laty poznałam Sienkiewicza w Radziejowicach, wydał mi się suchy i pozer, jakże przy bliższym poznaniu zdanie zmieniłam Obcowanie z nim serce podnosi i daje rękojmię lepszej przyszłości, bo zdrowe tylko społeczeństwo może tak wierzącego i szlachetnego człowieka wydać.
Chełmoński asystował nie polowaniu, bo wylewu krwi niewinnej się brzydzi, ale gościom wieczorami i jak z lasu wracali. Wyborny to towarzyski element, oryginalnością bawi, rozmowny, nie banalny, nikt mu nie imponuje, wszystkim się podoba. Sienkiewicz zaprosił go do Oblęgorka, a Leon Łubieński na Białą Ruś pod Orszę do dziewiczych lasów, gdzie niedźwiedzie, rysie i głuszce się gnieżdżą. Antoś święcie przyrzekł Leonowi, że Chełmońskiego tam na wiosnę dostawi.
Platerów było dwóch, bez nich nie ma zabawy ani wesołości. Ślicznie śpiewają, bardzo lubią polowanie, pełni zawsze konceptów i fantazji. Brakło Józia Platera, który za chorą żoną pojechał do Włoch, wielki to nasz faworyt, zabawny i serdeczny. (...)"
Maria z Łubieńskich Górska "Gdybym mniej kochała".

0 Comments

Kalendarz zwyczajowy Antoniego Zaleskiego (październik) cd

10/8/2016

0 Comments

 
Picture
Już w pierwszych dniach października od Świętej Brygidy zwykle rozpoczyna się babskie lato, zwiastowane pajęczyną, która gęsto się wszędzie przewija i czepia za każdym lekkim nawet powiewem wiatru, a bywa ona tem obfitsza, gdy dnie są pogodne i ciepłe. - Gdy pojawia się gęsta rosa, która w bujnych kroplach okrywa pola i często przymarza, lud nasz poetycznie wyraża się o tem zjawisku, co się już od Świętej Urszuli (t. j. dnia 24 października) zdarza, że Święta Urszula perły w domu rozsnuła.
W drugiej połowie tego miesiąca przypada Świętej Jadwigi. Imię to w dziejach naszych nie jednokrotnie świetną zajmuje kartę, a u ludu naszego jest w powszechnem użyciu, w nazwie zdrobniałej Jadwiszki. W ostatnich dniach października dzień Szymona i Judy, w którym często przymrozki ścinają ziemię w-twardą grudę, i ubielają ją śnieżnym dywanem.
Od Świętej Urszuli, nagle i gromadnie a gwarnie, w ciepłe strony ciągowe od nas odlatuje ptastwo. Znikają zięby, dzięcioły, bekasy. Choć ciężkie, lotem idą za niemi, największe z dzikiego ptastwa dropie, które dla wytchnięcia spoczywają na Starem Podlasiu, w okolicach Łosic i Międzyrzecza, a na Podgórzu, pod Karpatami, dzikie gęsi w gęstych i zbitych stadach, głównie w Powiślu, z rzeki na pola wychodzą.
Teraz łowy na nie najlepsze. Myśliwy, ukryty w budce chruścianej, która pozór ma krowy, z wystawionym łbem z rogami, podsuwa się łatwo i celnemi strzały przerzedza te gromady. W tym miesiącu odlot już tego ptastwa następuje, i długiemi pasmami, zwykle w kształcie trójkąta szybują wysoko w powietrzu. Pokrzyk ich, który dochodzi do ziemi, jest jakby dla niej ostatniem pożegnaniem przed zimą, a zarazem zapowiedzią powrotu na rok przyszły z cieplejszą. porą roku. Lis zaczyna już bite mieć futro, ale doświadczeni myśliwi oszczędzają go do listopada, bo wtedy najlepsze na lisiurki, nie przepuszczając nigdy szkodliwym wilkom.
Dawniej w tym miesiącu, po dworach wiejskich, wyprawiano okrężne, po ukończeniu wszystkich prac w polu, tak ze sprzętem, jak z zasiewem. Gromada wioskowa w dniu oznaczonym schodziła zaproszona na zabawę. Tu, na podwórzu, gdy ciepło i pogoda, lub w pokojach, gdy chłodno i dżdżysto podejmowana gościnnie, przy muzyce i hojnem przyjęciu, bawiła ochoczo od wieczoru przez noc całą niemal i dopiero równo z dniem opuszczała dworskie progi. Jak przy dożynkach, tak i przy okreżnem improwizatorki sielskie tworzyły i śpiewały satyryczne piosnki z całą swobodą i radością zgromadzonych. Pani pani rozpoczynali z gospodynią i gospodarzem, najpoważniejszemu we wsi, pierwszy taniec, otwierając ochoczą zabawę.
K. Wł. Wójcicki.

0 Comments

Kalendarz zwyczajowy Antoniego Zaleskiego (październik)

10/2/2016

0 Comments

 
Picture
Miesiąc dziesiąty w porządku roku przybiera nazwę od paździerza, które przy robocie około lnu i konopi odpada, a właśnie o tej porze przypada. Roboty rolne nie ustają jeszcze w polu, głównie przy kopaniu kartofli i sprzęcie kapusty. Pierwsze, nieznane do pierwszej połowy XVIII wieku, długo jako niezdarna roślina uważane były. Kiedy Kazimierzowi Pułaskiemu w darze jako osobliwość przysłano woreczek kartofli, kucharz jego, nie wiedząc co z niemi zrobić, wpadł na myśl szczęśliwą, ugotował, utarł i z jajecznicą pomieszawszy, na stół podał. Wszyscy wyborny smak potrawy chwalili, i po raz pierwszy kartofel u nas doznał przyjaznego przyjęcia. Dwory sadziły je po ogrodach warzywnych i dopiero za naszej pamięci wychodzić zaczęły z opłotków na obszerne pola, stanowiąc dziś główny żywioł pożywienia wszystkich warstw społeczności naszej.
Gospodynie wiejskie zaczynają sprzęt kapusty, jej szatkowanie, kwaszenie i przygotowują na zapasy zimowe, równie jak i inne warzywa. Z ogrodów i sadów obierają z drzew owoce zimowe do zachowania po odpowiednich składach i piwnicach. Gospodarze opatrują wcześnie obory, chlewy, stajnie i owczarnie, żeby je osłonić przed mrozami, wichurą zimową i zawiejami śnieżanemi, ażeby dobytek miał w nich wygodne pomieszczenie i ochronę przed ostrą porą roku.
Na polach zupełne pustkowie, po łąkach gdzieniegdzie tylko sterczą stogi siana, których nie mógł ziemianin pomieścić na okólniku zabudowań swoich.
Po wielu okolicach lud nasz miesiąc ten nazywa Pościernik, z tego powodu, że po niwach rzadko nawet gdzie ściernie po zżętych lub skoszonych zbożach zobaczysz, gdyż wiele jest pól zoranych. Rolnicy biorą wróżbę w tym miesiącu na plon przyszłego roku, uważając, na którem polu już teraz pustem, kłos się zboża pojawi; ztąd nabierają pewności, że ta niwa, w tymże gatunku zboża da plon obfity.
W dniu drugiego października, kościół obchodzi święto Aniołów Stróżów. Wedle powieści naszego ludu, czyste i niepokalane dusze, w dniu tym widzą swych świętych stróżów. Pobożna i cnotliwe matki, nad kołyską swoich dziatek mogą także ich widzieć, jak kołysząc się w powietrzu, machają białemi skrzydłami, i dają sen rozkoszny tym drobiazgom na spoczynek swobodny. Dziecina, gdy poczuje powiew skrzydeł anielskich uśmiecha się, a żywy rumieniec krasi jej jagody.
Czyste dziewice w dniu tym widzą także swoich Aniołów Stróżów, jak stoją nad śpiącemi z rozwiniętemi skrzydłami, a składając ręce, jakby do pacierza, modlą się za ich szczęśliwą dolę. Te, które zgrzeszyły widzą ich często, ale objawienie to opłacają utratą zdrowia, bo nad każdą grzesznicą, jeśli się pojawi Stróż-Anioł, to z załamanemi rękoma, a łzy mu gorzkie jak groch spadają na smutne oblicze.
W początkach trzeciego tygodnia przypada Świętego Gawła, który to dzień uczniowie szkółek miejskich i wiejskich w XVI i XVI I wieku obchodzili uroczyście. W dniu tym bowiem taki te, jak ich dawniej nazywano, wybierali sobie króla, ten ich, dziwacznie przebrany, bawił i rozśmieszał. Równocześnie przedstawiali walkę kogutów, których do tego boju przysposabiali, podając im karm z ziół podniecających do zażartości w tym zapalczywym turnieju. W Krakowie zgromadzało to widowisko licznych widzów, ciekawych oglądać krwawe zapasy dzielnych kogutów.

cdn

0 Comments
    Prowincja w kolorze sepii czyli o obywatelach ziemskich, ich dworach oraz okolicy we wspomnieniach, literaturze i czasopismach z epoki

    Ziemiańskie klimaty
    FACEBOOK

    Archives

    May 2020
    April 2020
    March 2020
    February 2020
    January 2020
    December 2019
    November 2019
    October 2019
    September 2019
    August 2019
    July 2019
    June 2019
    May 2019
    April 2019
    March 2019
    February 2019
    January 2019
    December 2018
    November 2018
    December 2017
    November 2017
    October 2017
    September 2017
    August 2017
    July 2017
    June 2017
    May 2017
    April 2017
    March 2017
    February 2017
    January 2017
    December 2016
    November 2016
    October 2016
    September 2016
    August 2016
    July 2016
    June 2016
    January 2016
    December 2015
    November 2015
    October 2015
    August 2015

    RSS Feed

    W kolażu na szczycie strony wykorzystano obrazy XIX wiecznych malarzy polskich;
    Wincentego Kasprzyckiego "Pałac w Natolinie", Wincentego Wodzinowskiego "Koncert domowy", Juliusza Kossaka "Scena z polowania w Radziejowicach", Franciszka Streit "Przerwa na posiłek"
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
Photos from Kurt:S, torbakhopper, gizmo-the-bandit